A na ten dzień…

Dziś mam urodziny, dzień, w którym człowiek powinien nie tylko porządnie świętować 😉 ale także spojrzeć wstecz na to, czego dokonał przez cały rok, co powinien zmienić, za co być wdzięcznym. A więc w ramach przemyśleń, podzielę się napisanym kilka lat temu na studiach tekstem, w optymistycznym tonie 😉 . Widać wpływ tych okrutnych zajęć z literatury…

"Bezkresne przemyślenia"
Niechaj się drzewa rozstąpią
Niech otworzą bramy
Oto jest!
W całej okazałości

Wspaniały.

Jedyny.

Powalający.

GODOT!

Aż się Panowie poruszyli z wrażenia
"A więc jednak!" - nie dowierzają Czekali
tak długo A może tak krótko
Drzewo też się pogubiło

Aż się Lazaro zasępił Cofnął
w czasie i porzucił ślepca
Śpieszy natomiast Bo słuchy go doszły
o niesamowitym wydarzeniu

Aż się Stomil ogarnął Porządek
zaprowadził zamiast Edka 
Artur i Ala zgrabnie wzięli ślub
Eleonora zaś ubrała odświętnie

Słońce wyszło zza chmur W jeziorze
odbija się Cieszy Bo przyszło
wreszcie to na co wszyscy czekali

Porządek w sercu Nie
pedantyczny Nie
doskonały Nie
nudny 

Ale
wystarczająco czysty By wiedzieć
że ten niewyjaśniony GODOT 
który do niektórych przychodzi Znienacka
To sens życia

A kto choć raz próbował Rozgryźć
kłębek myśli poplątanych 
człowieka
Ten wie Domyśla się 
że sensem życia 

Jest..

Wspaniała.
Jedyna.
Powalająca.

MIŁOŚĆ!

Jeśli więc wydaje się Nie przyjdzie
Czas stanął W miejscu 
Wiecznie tym samym Do znudzenia
Warto czekać Cierpieć w pustce

Czas 
który uważasz za zmarnowany Będzie
miarą Która określi jak warto było czekać
na coś oczekiwanego A niespodziewanego

Czekaj.

--

..warto.

Anna „Lem” W., 2011

Przepyszna beza z kremem i owocami

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dzieciaki i młodziaki pewnie gonią się z wiadrami, a ja tu się ‚byczę’ (w sumie spod znaku byka jestem, to mogę chyba?), czyli wygrzewam i odpoczywam, stwierdziłam więc, że skoro jest czas, to coś tu wrzucę przynajmniej 😉 . Mam nadzieję że Was nikt nie zaatakował dzisiaj, bo w tym zimnisku łatwo o jakieś choróbsko. Ale do rzeczy…

Beza od zawsze była jednym z moich ulubionych deserów. Pamiętam, jak babcia zabierała mnie do cukierni, i wybierałyśmy najlepiej wyglądające bezy do spróbowania. Nie jestem pewna, ale najlepsza była chyba w cukierniach Kandulskiego. Wyglądała jak taki bezowy hamburger, z bardzo słodkim kremem między dwoma okrągłymi bezami. Najsmaczniejsze jednak skosztowałam wiele lat później, polecić mogę np. tę, którą robi Lavenda w Poznaniu. Najlepsza beza dla mnie to taka, gdzie wierzch jest kruchy i lekki, pod spodem jest miękki mus, jakby niedopieczony zakalec bezy, podana z delikatnym kremem i owocami, które idealnie przełamują całą słodycz. Zawsze chciałam spróbować upiec ten deser, chociaż słyszałam wiele razy, że jest to nie lada sztuka, co mnie nieco demotywowało – nie mam zbyt wiele doświadczenia z deserami. Na szczęście znalazłam przepis na bezę w książce Ani Starmach, a z jej przepisami zawsze wszystko mi się udawało. A skoro jest u niej i beza, to czego tu się bać? Składników mało, mikser mam, no to – do dzieła! Trochę siłowni dla ręki przy ubijaniu 😛 i cierpliwości przy chlapaniu z miski, nic strasznego. Tak powstała moja pierwsza, przepyszna beza, a po niej wiele innych, z różnymi kombinacjami owoców, z kremem i bez kremu, za każdym razem genialna! I jakaż duma mnie rozpierała, że taki amator jak ja, upiekł taki trudny deser! Na dobrą sprawę, z tym przepisem, wcale nie taki trudny 😉 .

Wczoraj po śniadaniu wielkanocnym u rodziców robiliśmy też, jak zwykle, spotkanie rodzinne przy kawie, herbacie i ciachu. Z tej okazji ja, mama i moja babcia umówiłyśmy się, że każda coś upiecze. Ja nie miałam zbytnio wyboru – dostałam wręcz rozkaz upieczenia sławnej bezy! Musiała być bardzo dobra, bo zniknęła ze stołu jako pierwsza – wszyscy dosłownie rzucili się na nią 😉 . Myślę więc, że to największy komplement, zarówno dla mnie, jak i dla Ani Starmach!

Jeśli też macie ochotę na odrobinę tej niebiańskiej rozkoszy podniebienia, nie musicie wcale mieć książki – przepis znajdziecie na stronie Ani, tu: http://aniastarmach.pl/przepis/beza-z-bita-smietana-i-owocami/ . Możecie użyć jakichkolwiek owoców, ale muszę powiedzieć, że dla mnie maliny wygrały – trochę słodkie, trochę kwaśne, perfekcyjnie przełamały smak kremu i bezy, oraz połączyły smak wszystkich warstw w całość!

Smacznego!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wesołych świąt!

DSC_0306-12.jpg

Na ten weekend życzę Wam spokoju wśród świątecznego chaosu śniadaniowego (dla tych którzy już dzisiaj biegają po kuchni, gotując wszelakie zupy, robiąc pasztety, obmyślając dekoracje na stół), mnóstwa pyszności z koszyka i nie tylko, smacznego jajka, zdrówka i ogromu radości, refleksji, oraz nabrania sił do dalszych inspiracji i działania! Dla motywacji, pozostawiam całą armię poznańskich zajęcy, co by Wam się „ucieszyły pychole”! I mam nadzieję, że o wiele bardziej, niż temu kawałkowi twarzy w Starym Browarze 😉

„Teraz II”

Problemy życia obecnego:
To np. czy mąż uwierzy, że on jest tylko kolegą,
Czy szef przyjmie nasze lewe L4
Żebyśmy za miasto mogli wziąć rowery,
Albo jak długo jeszcze potrwa dobra zmiana
I ilu będzie wkur...zać od samego rana.

Inni nie wiedzą, czy w następny wtorek, czy w ten
Między jedną pracą a drugą załapią się na sen.
Są też ludzie do pracy mocno zapaleni
Niestety pozostają wciąż niedostrzeżeni...

A najlepiej się żyje tym, co to ciągle piją,
Myślą tylko - z kim? - i czasem się biją,
Dobrze mają też tacy "telemaniacy" -
Obudzić się, wstać i oglądać wszystko co leci, po pracy.

Ja należę do tych, co mówią że nic się nie dzieje,
"Czasem się zepsuje kabelek, czasem wiatr mocniej zawieje..."




Anna "Lem" W., 2016

Szybka i uniwersalna nalewka na pierwiosnku

OLYMPUS DIGITAL CAMERAPo sukcesie mojej pierwszej nalewki przeciwgrypowej stwierdziłam, że czas poszukać kolejnego, równie przydatnego przepisu. Przeczytałam wszystkie jakie były do wyboru w książce od taty i wybrałam w końcu taką nalewkę, która moim zdaniem potrzebna jest cały rok, a jej opis to, w skrócie, ‚lek na wszystko’. Nalewka ta robiona jest na pierwiosnku, który od dawna stosowany jest w przeróżnych dolegliwościach. Pomaga on przede wszystkim na:

  • kłopoty ze spaniem i problemy nerwowe,
  • migreny,
  • bóle stawów,
  • uporczywy kaszel (rozrzedza śluz w drogach oddechowych i ułatwia odkrztuszanie – podobnie jak wyciąg z bluszczu),
  • stany zapalne dróg oddechowych (np. zapalenie gardła i krtani, zapalenie oskrzeli, gruźlica i pylica płuc).

Nalewka z pierwiosnka poprawia również pracę nerek. A nie mówiłam? Cud-miód, lek na wszystko! A co najlepsze, przygotowanie jest naprawdę szybkie i proste, więc nie musimy czekać tak długo jak w przypadku nalewki przeciwgrypowej. Jeśli któreś z wymienionych problemów Wam też doskwierają, zapraszam do spróbowania.

Co potrzebujemy:

  • 10 dag korzeni pierwiosnka
  • 1/2l alkoholu 40% (ja używam, jak zwykle, wódki żurawinowej)

Co z tym robimy:

  1. Jeśli korzenie są całe, siekamy je bardzo drobno. Wrzucamy do słoika lub butelki i zalewamy alkoholem.
  2. Zamykamy naczynie z nalewką i odstawiamy na kilka dni.
  3. Nalewka będzie gotowa, gdy korzeń wypuści swój aromat. Łatwo to wyczuć, ponieważ pierwiosnek ma charakterystyczny zapach i smak.

Z czym to się je:

Nalewkę pijemy 2-3 razy dziennie, rozpuszczając 15-20 (maks. 30) kropel w szklance letniej wody. Nie polecam używania wody ciepłej, mój żołądek np. czasem się buntuje (widocznie alkohol za mocno działa).

Muszę powiedzieć, że choć sceptycznie podchodziłam kiedyś do tych wszystkich receptur, to naprawdę na mnie działają. Mam nadzieję że ten przepis przyda się także komuś z Was.

Miłego i, rzecz jasna, zdrowego weekendu!